Licencje tekstów serwisu

RSS Oneiros news

Wilkołacze rytuały

27 sierpnia 2009

autor: Bartosz ‘Kastor Krieg’ Chilicki

Duchowe Znamiona (•)

Krwawe Szpony
Daniel właśnie zdał sobie sprawę z tego, że nie miał pojęcia w co się wpakował prosząc Pierwszego-W-Pogoni o przyjęcie w poczet Szponów. Samotnie, pod jaskrawym światłem pełnego oblicza Matki, przemykał poprzez miejskie terytorium watahy Dwóch Wzgórz, usiłując niezauważenie przekraść się na drugą stronę opustoszałego i pogrążonego w ciemnościach osiedla. Postawiono mu tylko dwa warunki - gdy rytuał dobiegnie końca, musi ustać na nogach, a przez cały czas jego trwania nie może stracić nad sobą panowania.

Ukąszenie, jakim jego bok naznaczyła przemieniona w rudego wilka Rykoszet, piekło straszliwie. Nie był w stanie nawet zareagować na atak z Cienia. Wiedział, że przebywa w pobliżu locus, ale i tak dał się zaskoczyć Półksiężycowi watahy. Dopiero, gdy odbiegając i skowycząc jego imię Rykoszet niknęła w mroku, zauważył iż rana którą zadała zabarwiona jest jakimś intensywnie fioletowym, piekącym straszliwie płynem. Musiała mieć to w pysku.

Wsunął się w jeden z ciemniejszych zaułków, by nieco w nim odetchnąć, a czerwonawa mgiełka dezorientacji, wściekłości i zmęczenia zaczęła powoli ustępować. Niemal natychmiast rozkwitła ponownie, gdy poczuł niesamowicie potężne uderzenie w plecy. Ogromna siła ciosu zmusiła jego ciało do instynktownej zmiany w Dalu. Czerwone plamy zatańczyły przed oczyma Daniela, gdy następny, jeszcze silniejszy cios przygwoździł go do ściany budynku. Poczuł na sobie zbrojne w pazury ręce, zamykające się na jego ciele i pętające go ramiona. Z Dalu przyszedł przypływ wściekłości, który zdławił, nie mogąc przejść w Gauru. Siłował się przez chwilę z napastnikiem, lecz niemalże poddał się, gdy zrozumiał z kim się mierzy. Już w Hishu Syn-Gromu był niemal o głowę wyższy od jego Dalu. Gdy Daniel, siłą odwrócony od ściany, spojrzał w jego zniekształcone przemianą jadowicie zielone oczy, nie zobaczył w nich ani krztyny litości. Nie poddasz się nikomu w sposób, jakiego sam byś nie zaakceptował. Daniel nie zamierzał dać się poszatkować.

Szarpnął się z całych sił, wyrywając się z uchwytu Syna-Gromu. Uderzył czołem, wierzgnął, przejechał na oślep krótkimi pazurami swej formy. Poczuł mocny opór przy każdym z ciosów, każdy trafił. Mimo to, zaskoczyła go wielka dłoń zaciskająca się na jego krtani. Syn-Gromu trzymał go za szyję pod ścianą, na wysokości własnej twarzy. Nogi Daniela wierzgały bezwładnie w powietrzu przez chwilę. Gdy zrozumiał, iż jedyną drogą do wolności byłoby Gauru, rozluźnił się w oczekiwaniu na cios, podnosząc wzrok i chwytając spojrzenie Syna-Gromu. Ten skinął z aprobatą i zamaszystym cięciem szponów częściowo przemienionej łapy rozorał mu klatkę piersiową.

Przeszywający ból powalił go na kolana, a fioletowo-szkarłatna, mieniąca się w świetle odległej latarni mieszanina zalała mu pierś i chlusnęła na asfalt. Pazury Syna-Gromu też były zatrute. Odprowadzany jego wzrokiem Daniel wytoczył się z zaułka na kolejną pustą ulicę slumsów, mimo wszystko chcąc pokonać zadany mu dystans. Leczył obrażenia, łatał rany, wypalał z siebie wsączoną nimi truciznę. Zapach KRWI, ból ran, WŚCIEKŁOŚĆ na własną bezradność, świadomość bliskości PORAŻKI…

Z gardła wyrwał mu się ryk, wielkie pazury przebiły skórę palców. W ostatniej chwili, na samym progu owładniętego żądzą mordu szaleństwa, opamiętał się i nagle w ciszy nocy słychać było jedynie kapanie krwi sączącej się z jego ran.

Gdy podniósł wzrok, w bramie budynku naprzeciw dostrzegł ubraną w długi płaszcz, nonszalancko rozpartą postać. Cień-w-Cieniu, Księżycowy Nów wystawiającej go na próbę watahy. Daniel dźwignął się i wyszedł mu naprzeciw. Nów cofnął się w ciemność bramy, pozwalając by widoczne były jedynie złoto opalizujące oczy jego Dalu. Dla Daniela oczywistym było, iż także w ciemności, zwłaszcza w tej ciemności, otrzyma kolejny cios, być może najboleśniejszy ze wszystkich podczas tej próby. Zacisnął kły i ruszył w mrok.

Zadany z zaskoczenia ból zdzieranego z brzucha płata skóry był nie do wytrzymania. Cień-w-Cieniu wiedział jak przysporzyć cierpień. Okolicą wstrząsnął skowyt wydany przez niemalże do końca przemienionego w Gauru Daniela, a posady bramy zatrzęsły się od jego uderzającego o ściany ciała. Jego zmysły ocuciła dopiero podobna solom trzeźwiącym ostra woń srebra, zmusiła do powrotu do Hishu. Chwiejąc się na słabowitych nogach ludzkiej formy otworzył jej zapuchnięte, zalane krwią oczy. Przed nim stał długowłosy Esprit-de-Corps, Sierp watahy Dwóch Wzgórz. Daniel spiął się do skoku, szykując się by zadać cios, nim padnie uderzenie drugiej strony. Nim jednak rzucił się na Ithaeura, ten podniósł obie dłonie. Wokół jednej z nich zaplątany był rzemień, z którego zwisał srebrny, mieniący się w świetle księżyca dysk.

- To ostatni cios, który musisz przyjąć, Danielu - odezwał się spokojnym głosem Esprit-de-Corps - Nikt z nas nie śpiewał na twoją cześć, opiewając twe dokonania, jako że chwała żołnierza rzadko kiedy jest powszechnie znana. Czyny które Luna dostrzegła, będą ci zapamiętane, te od których odwróciła oblicze, zostaną zapomniane. Przysłała do mnie jedno ze swoich Dzieci, by przypieczętowało święte znaki, jakimi pokryliśmy twe ciało.

Daniel nie musiał się przygotowywać na nadchodzący piekielny ból. Zamknął tylko powieki i stał spokojnie, rozłożywszy szeroko ręce. Jego ciało znało już smak ran zadanych srebrem. Podczas gdy Ithaeur powoli wypalał jego podłużne i wciąż broczące rany, w każdej zanurzając srebrny dysk, Daniel witał ten ból jak starego przyjaciela. Otworzywszy oczy, ujrzał rany przemienione przez srebro w ciemne blizny. Bariera wokoło ugięła się zauważalnie, gdy Ithaeur przeszedł w Cień. Daniel podążył jego śladem, by pod blaskiem prawdziwego, pełnego oblicza Matki ujrzeć iż jego rany płoną srebrnym ogniem, a przed nim stoją w Dalu Rykoszet, Esprit-de-Corps, Cień-w-Cieniu oraz Syn-Gromu, za nimi zaś mierzący go wciąż surowym spojrzeniem Pierwszy-w-Pogoni. Roześmiał się, rozumiejąc co właśnie zaszło. Został zaakceptowany, a jego czyny zostały uznane za wcielenie Honoru i Chwały. Wreszcie mógł przybrać Urshul, unieść spojrzenie ku Amahan Iduth i oddać jej jeden z najdłuższych skowytów swego życia.

Nie poddał się, nie uległ. Był Suthar Anzuth, Krwawym Szponem.

Komentarze

  1. Qendi:

    Pomysł bardzo fajny, wykonanie… ok. Może bez fajerwerków ale spokojnie daje radę.

  2. Kastor Krieg:

    O ile tylko jest informatywne i daje pogląd na to “jak to robią Krwawe Szpony”, to jestem zadowolony. Raczej jestem daleki od prób fajerwerkowania w tym miejscu, to będzie bardziej informatywna seria :)

    Mam nadzieję, że się przyda i da inspirującą perspektywę tego, jak rytuały można różnie przedstawiać.

Napisz komentarz

Identyfikacja

Systemy

Informacje