autor: Bartosz ‘Kastor Krieg’ Chilicki
Nazywając nas „Dzikusami” krzywicie się z pogardą. Znamy jednak prawdę. Oczywiście, że tak - czujemy przecież jej woń, zmieszaną ze smrodem waszego przerażenia. Tak naprawdę zazdrościcie nam. Zastanawia was jak to jest mieć Bestię za swego sprzymierzeńca zamiast wroga i oddawać się tej szkarłatnej mgle. Po prostu polować, pożywiać się i zabijać zgodnie z nakazami natury.
- Cerynitis Łania
Po zapierającym dech pierwszym kontakcie z nowymi księgami klanów (Ventrue: Lords over the Damned), oraz nieznacznie rozczarowującym pewnymi ubytkami, lecz wciąż zachwycającym Daeva: Kiss of the Succubus, wydawnictwo White Wolf raczy nas kolejną pozycją tej serii. Trudno sprawiedliwie i jednoznacznie oceniać Gangrel: Savage and Macabre, gdyż dodatek ten odzyskał elementy świadczące o świetności Ventrue, kontynuuje jednak pewne irytujące tradycje odziedziczone zarówno po samej serii, jak i swym poprzedniku, Daeva.
Część irytacji spowodowana jest żelazną konsekwencją w dochowywaniu wierności formule ksiąg klanów. Kto widział jedną z nich, wie czego spodziewać się po już wydanych, a także po nadchodzących Mekhet oraz Nosferatu. Trzeba więc być przygotowanym na specyficzny „chaotyczny” skład idealnie odzwierciedlający charakter i wygląd zlepka notatek, karteczek, zapisów i pamiętników. Niektórzy będą go uwielbiać za „rekwizytowatość”, innych będzie konfundował. Należy się również liczyć ze zmarnowaniem kilku ostatnich kart podręcznika na karty dwóch NPCów i ich opisy. Nie obędzie się także bez, lepszego lub gorszego, obudowania podręcznika pseudohistorycznymi motywami. Ostatnim zaś, z powracających także w Savage and Macabre motywów, jest stylizowana na groszową powieść historyjka o wybranej postaci.
W przypadku Ventrue głównym motywem historycznym była opowieść o Troi, w Daeva chodziło zaś przede wszystkim o mit Inanny, Tammuza i Lilith. Księga klanu Gangrel kładzie zaś nacisk na kulturę oralną, jakże charakterystyczną dla „dzikich” plemion. Wskutek tego, mimo wzmianek o postaciach mitycznych takich jak Enkidu, Savage and Macabre opisuje grupę potworów, opowieści o których krążą w „tu i teraz” Świata Mroku. Pojawiają się więc w podręczniku osobistości zarówno takie jak chilijski Cherufe, Yara-Ma-Yha-Hu z legend australisjkich aborygenów, jak i sławetna Unholy, znana nam z wcześniejszych podręczników (Nomads oraz Chicago). Wzmianki o nich są względnie krótkie, na dwie lub trzy kolumny podręcznikowej strony. Są jednak wystarczająco smakowite by zachęcały do dalszych poszukiwań informacji oraz inspiracji w sieci oraz w pozostałych książkach Świata Mroku. Niestety, developer nie powstrzymał się przed puszczeniem oka do staroWoDowców i zdecydował się umieścić w zestawieniu Ježibabę, czyli naszą Babę Jagę. Pojawiają się też okazjonalne odniesienia do Strix, sów-demonów i pozostałych motywów, które uznać można za odwołania do Requiem for Rome oraz Fall of the Camarilla. Na szczęście jednak, nietrudno je zignorować, lub zinterpretować po swojemu. Jakakolwiek znajomość obu rzymskich dodatków nie jest więc konieczna, tak samo jak przy poprzednich księgach klanów.
Zamieszczona w Daeva, dość niefortunnie stylizowana na stworzony w oparciu o groszową powieść scenariusz filmowy klasy C historyjka Bad Blood: Ill Met in Qatar ma niestety swego odpowiednika w Savage and Macabre. Jest to bodaj najsłabsze z ogniw dodatku - tak wiotkie, iż w trakcie jego lektury podręcznik niemalże „pękł” w moich dłoniach, o ile tylko wolno mi kontynuować analogię. Jeśli jesteście w stanie wyobrazić sobie wampirze nieślubne dziecko Lobo i Gotreka, podróżujące ze swym towarzyszem i niosące wraz z nim „śmierć i pożogę”, będziecie blisko tego, co sobą owa opowiastka prezentuje. Co więcej, ów towarzysz ma na imię Felix, zaś nasz neandertalczyk to ponoć nikt inny jak Dracula. Odniesienie do przygód Gotreka i kolejnej groszowej noweli jest oczywiste, tak samo jak to, że bohaterka Ill Met in Qatar miała być klonem Seline z Underworld. Sam Dracula zaś nosi czarny skórzany płaszcz, ćwieki, a także ma podobną do Lobo manierę mówienia o sobie w osobie trzeciej („The Count does not go in for this twangy country rock“). O ile, oczywiście, można śmiać się ze złożonej intertekstualności tego rodzaju eksperymentów i doceniać mnogość rozmaitych przytyków oraz prztyczków (wszak wystarczy wspomnieć pozew White Wolfa przeciw Sony, właśnie za Underworld, którego bohaterka nosi wszelkie znamiona jednej z signature characters Maskarady, niejakiej Lucilli), miejsce takich tekstów nie jest jednak w podręczniku opisującym klan i jego przedstawicieli. Doceniam zatem humoreskę, natomiast przed zdecydowanym potępieniem tego rodzaju wielostronicowych wtrętów podręcznik ratuje wyłącznie niska cena. Wobec niej zaś, pozostaje mi tylko nabywców uprzedzić, a samemu dany fragment zignorować. Szkoda jedynie kolejnych straconych stron. Ventrue takiej opowiastki nie miało, ufam też, że choć w Mekhet albo Nosferatu uda się jej uniknąć.
Cóż w takim razie uchowało się dobrego? Z pewnością niezmieniona jest formuła dodatku. Wciąż jest kolekcją zdjęć i szpargałów, wśród których w Daeva akurat przeważają pamiętnikowe wpisy i odręczne notatki. W porównaniu z przewagą formalnych i dokumentów i cytatów z literatury pięknej w księdze Ventrue, oraz ozdobnych materiałów i mnogości zdjęć u Daeva, specyfika taka dobrze oddaje naturę Dzikich. Co więcej, w przeciwieństwie do Daeva, poziom ilustracji jest znacznie bardziej wyrównany. Być może nie ma tu grafik aż tak ujmujących, jak te zaprezentowane w Ventrue, natomiast nie pojawiają się również ilustracje tak słabe, jak niektóre w Daeva. Nic nie przykuwa wzroku na długo, nic nie odrzuca. Graficznie Savage and Macabre to po prostu kawał solidnej i fachowej rzemieślniczej roboty. Wizualnie więc, a także stricte estetycznie, podręcznik jest bez zarzutu. Treściowo, podręcznik prezentuje się bardzo podobnie. Poza wzmiankowaną opowiastką o Draculi-Lobo-Gotreku, nic innego nie wywołuje nawet przelotnego zgrzytu zębów. Wszystkie opowieści są dość ciekawe, pasują do obrazu klanu, odpowiednio go rozwijając. Brakuje im jednak choć jednego hitu na miarę Króla Szczura, czy Amerykańskiego Snu z poprzednich dodatków. Przez dłuższą chwilę wahałem się, czy aby za takowy nie mógłbym uznać na przykład dość niesamowitego „The Lambton Worm”, wampira o cechach zwierzęcia żyjącego w całkowitej ciemności, głęboko pod wodą. Zawsze jednak towarzyszyło mi owo „dość”, w żadnym z przypadków nie byłem w pełni pewien wyboru i żadnego z tekstów w końcu nie wskazuję.
Apendyks, jak zwykle, zawiera linie krwi i trochę mechaniki oraz porad. W księdze klanu Gangrel liniami krwi są Mabry oraz Ogary Akteona. Pierwsza z linii „wrodziła się” w czyhające w zasadzce pająki. Jej Devotion pozwala na uniknięcie przez kilka dni konieczności wydawania punktu Vitae przy przebudzeniu, o ile tylko w bezpośredniej okolicy została przelana krew. Słabością tej linii jest konieczność życia w gromadzie - bez towarzystwa swych braci i sióstr Mabry czują się nieswojo, co ma konsekwencje mechaniczne. Ogary zaś, zgodnie z tym, co sugeruje ich nazwa, wywodzą się z archetypu myśliwego. „Klątwa Artemidy” powoduje u nich trudności z opieraniem się furii, zaś ich Devotion pozwala na kamuflaż. Przydaje się to o tyle, iż wampirze „łowy” traktują dosłownie, polując na krew tak, jak ludzie na zwierzęta. Obie linie opisane są pokrótce, nie są niczym wyjątkowym. Stanowią jednak solidny materiał, z którego wykorzystaniem w kronice nie powinno być większych problemów. Przedstawione w dodatku Atuty również należy ocenić podobnie. Jeden, uwalniając nieco Bestię, daje większą odporność na manipulacje umysłowo-emocjonalne, zwiększając jednak podatność wampira na Animalizm. Inny zaś rozwija zasugerowane w dodatku o ghulach zdolności kierowania roślinami zamiast zwierząt, rozszerzając na roślinność zastosowania Animalizmu. Kolejne Atuty wzmacniają „watahy” Gangreli, pozwalają na lepszą więź ze zwierzętami, oraz umożliwiają zmianę nie w jedno zwierzę, a w rój mniejszych, np. owadów. Najbardziej poruszający z nich jest kulturową perełką, dźgającą w pewne tabu - pozwala wampirzycom upuszczać swą „księżycową” krew, która ma szczególne właściwości, będąc na przykład silnym rekwizytem w Crúac. W kulturze Zachodu i chrześcijaństwa rzecz „odrażająca i nieczysta”, w wierzeniach pogańskich coś niemal najpotężniejszego i najbardziej świętego. Część tę zamykają jeszcze dość ciekawe Devotions, oraz dość obszerny podrozdział wspomagający mechaniczne odzwierciedlenie aktywności Bestii. Zawiera zasady opcjonalne zarówno dotyczące jej wpływu, oraz omawia tych, którzy przekroczyli granicę zezwierzęcenia - draugr. Wampirom o Człowieczeństwie 0 poświęcono spory fragment podręcznika, również i im oferując zasady dodatkowe. Całość, jak zazwyczaj, zamykają opisy i karty bohaterów niezależnych.
Docieramy tym samym do sedna zasugerowanego we wstępie problemu z oceną tego podręcznika. O ile Daeva, wciąż będąc podręcznikiem świetnym, należy zaklasyfikować zauważalnie poniżej fenomenalnego Ventrue, tak z Savage and Macabre jest poważny problem. Dodatek ten, paradoksalnie, jest wyjątkowo równy. Jeśli należy za główny wyznacznik jakości uznać ilość poważnych zgrzytów, plasuje się z jednej strony poniżej Daeva, gdyż słabiutkie literacko „Bad Blood: Ill Met in Qatar”, ku mojemu zaskoczeniu, zostało przebite względnie celną, aczkolwiek zupełnie nie na miejscu, satyrą na komiksy i fantasy. Oba teksty zawierają mrugnięcia okiem, one same jednak tekstu nie „uniosą”. Z drugiej zaś strony, nie sposób księgi klanu Gangrel nie pochwalić za znacznie lepszy dobór ilustracji, a przede wszystkim dokładniejsze odsianie plew. Znów nic nie zachwyca, ale na szczęście nic też nie odrzuca. Podręcznik jest więc średniakiem, nie jest przy tym jednak zwyczajnym, przeciętnym dodatkiem. Ten pozorny paradoks wyjaśnia właśnie tło na którym Savage and Macabre oceniamy. Odbiór podręcznika jako średniego clanbooka, wobec wyraźnego „pięć plus” dla Ventrue i „czwórki z małym minusem”, jaka należy się Daeva, czyni zeń produkt mocno czwórkowy, z pewnością godny zakupu i lektury. Jeśli pozostałe dodatki z tej serii będą oscylować w podobnym zakresie, doczekamy się naprawdę mocnego zestawu podręczników. Ewentualny wzrost cen jednak, przy jakości ksiąg klanów nadal zauważalnie poniżej Ventrue, dla coraz większej liczby osób może stanowić podstawę do zastanowienia się nad koniecznością uzupełnienia kolekcji.
Trzeba dodać, że przez cały podręcznik oprowadza nas postać Alice (dziewczyna z okładki), której widzimy powolny upadek w zdziczały stan. Do opowieści o “Count fucking Dracula” nic nie mam, chociaż na początku też ominąłem ten fragment (aha, z tego co pamiętam to rzekomo nie jest Dracula, a jego wnuk, trzeba tu jednak mocno wziąć pod uwagę to “rzekomo”).
A perełek parę bym znalazł, z których najbardziej lśni love story Gangrel-Nosferatu. Świetnie się czytało i zainspirowało mnie do stworzenia postaci.
No i ważna informacja dla Polaków. Jest tutaj trochę o Polsce.