autor: Bartosz ‘Kastor Krieg’ Chilicki
redakcja: Mateusz ‘Zsu-Et-Am’ Kominiarczuk
Ventrue: Lords Over The Damned to pierwszy z nowej serii dodatków do Wampira: Requiem opowiadających o poszczególnych klanach wampirzego społeczeństwa. W piękny sposób staje się klamrą łączącą dwa etapy w życiu tej linii wydawniczej, jest bowiem pierwszym podręcznikiem zaprojektowanym i wydanym pod nadzorem Josepha D. Carrikera, nowego developera Wampira, a zarazem ostatnim, którego autorem jest Will Hindmarch, ustępujący developer Requiem. Wypada więc przekonać się, czy autorowi temu udało się zakończyć na wysokim C.
Wbrew swojemu zwyczajowi, o nowej formie podręczników do Requiem opowiem pod koniec. Zaznaczę jedynie, że ilustracje, które widnieją wkoło, faktycznie zdobią karty tego w pełni kolorowego podręcznika. Dodatek rozpoczyna się serią listów i notatek pisanych do „W.H.” przez „V.T.”, sygnującego swój podpis frazą „Semper Servus” (jak to sugerowano na Forum wydawnictwa White Wolf - czyżby Wilhelmina Harker i Vlad Tepes?). Już one dają nam posmak intertekstualności przenikającej wszystkie strony tego dodatku - traktują bowiem o niczym innym, jak o okolicznościach prowadzenia prac nad kompilacją materiału opisującego… Ventrue. Tak jest, tego materiału, który trzymacie w rękach. Z tego powodu już pierwsze wrażenie jest dość niesamowite. Biorąc pod uwagę fakt, że owe listy i notatki są „przylepione” taśmą, ozdobione cudzymi dopiskami i komentarzami - oraz że tak prezentuje się większość podobnych materiałów w książce - można mówić o efektownej prezentacji treści.
Właściwa część podręcznika rozpoczyna się zwartym i treściwym, jednostronicowym podsumowaniem całej jego zawartości (wraz z odnośnikami do numerów stron). Spisuje się ono doskonale jako spis treści, w odróżnieniu od którego nie jest jednak tak suche - daje już pewne pojęcie o tym, czego możemy się spodziewać. Od razu zauważamy również nowy układ tekstu - brak „ciężkich” ramek i nieco odmienną czcionkę. Dzięki tym zabiegom tekst jest znacznie bardziej czytelny. Autorzy układu podręcznika nie zawahali się w pełni skorzystać z dostępnej gamy kolorów, dzięki czemu barwa tekstu czasem wyróżnia ważne hasła, niektóre frazy są „pozakreślane”, a dopiski wykonywane są np. sugestywnym ciemnoczerwonym tuszem.
Następnie zaprezentowano leksykon wyrażeń i pojęć charakterystycznych dla Ventrue, wraz z wyjaśnieniem kategorii, w jakie hasła te zostały uszeregowane. Tu niestety natrafiamy na pierwszą omyłkę redakcyjną - opisana jest bardzo ciekawa kategoria haseł „wulgarnych”, mocnych znaczeniowo zniewag; nie tylko wulgaryzmów, ale przede wszystkim afrontów, z których należy rozważnie korzystać. Jeśli czytelnik po tak zachęcającym opisie zacznie ich w leksykonie poszukiwać… Nie znajdzie ich. Ot, błąd redakcji tekstu, podczas której usunięto hasła, a nie usunięto opisu ich „kategorii”. Same hasła są interesujące, a posiadaczy Requiem For Rome oraz Fall of the Camarilla zainteresują zapewne nawiązania do tych podręczników, pojawiające się zresztą dość często w całej książce. W przypadku rzymskiego rodu Juliuszy (Julii), ponoć tak bardzo owianego tajemnicą, wzmianki zdają się pojawiać zbyt często - momentami sugeruje się wręcz, iż wiedza o tym klanie jest wiedzą powszechną! Z drugiej strony, spoglądając poprzez pryzmat charakteru tekstu, nietrudno zracjonalizować sobie takie stwierdzenie, uznając, iż rzeczywiście jest taką wśród wampirów parających się historią Spokrewnionych. We własnym sumieniu należy rozważyć, czy jest to pole do interpretacji (autorzy deklarowali szeroko, że podręczniki tej serii będą pozostawiały go sporo - i tak faktycznie jest), czy też przejaw niekonsekwencji autorów. Osobiście skłonny jestem przyjąć pierwsze wyjaśnienie.
Dalsza część podręcznika to już opowieści Spokrewnionych o genezie klanu. Nie chcę ich tu szczegółowo omawiać, by nie zdradzać szczegółów. Powiem jedno - jako figury z przytaczanej i omawianej historii pojawiają się takie hasła jak upadek Troi, syn Wenus Eneasz (wraz z obfitymi, interpretowanymi na propagandową modłę Spokrewnionych cytatami z Wergiliusza), Junona i Alekto, Kartagina, patrycjusze gens Julii, Ventrue nazywający się larami (genii loci), Merowingowie, Karolingowie z Karolem Wielkim na czele, Święte Cesarstwo Rzymskie czy nawet czasy kolonialne i dalsze poszukiwania „nowej Troi”. Każdy, kto miał kiedykolwiek do czynienia z pseudohistorycznymi podręcznikami do starego Świata Mroku, musiał się właśnie złapać za głowę albo przynajmniej mocno skrzywić. I wiecie co? To wszystko działa. Wszystkie te dane podawane są z nutą sceptycyzmu jako zasłyszane opowieści, eposy rodowe Ventrue. Co więcej, choć nie jestem w stanie wyrywkowo zweryfikować „sensowności” historycznej zaprezentowanych ram historii klanu, to po raz pierwszy bodaj tak szeroko i „wysoko” zakrojona geneza społeczności zaprezentowana przez wydawnictwo White Wolf nie tylko nie wywołała u mnie odruchowego sprzeciwu ani niedowierzania, lecz wręcz zainspirowała mnie do wykorzystywania dumy Ventrue ze swych antycznych korzeni.
Na kolejnych stronach zamieszczone są dywagacje na temat etymologii nazwy klanu, przewijające się jeszcze kilkukrotnie w treści podręcznika. Przy tej okazji autorzy dodatku pozwolili sobie - jak to już nieraz bywało - puścić oko do fanów Maskarady, którzy z pewnością rozpoznają przynajmniej jedno określenie ze starych podręczników. Podobnie odbierać można dziwaczną mapę Europy z zaznaczonymi granicami z rozmaitych, przemieszanych okresów historycznych. Czy jest to mapa kształtu, jaki Europie chcieli nadać Ventrue (czemu nie w każdym aspekcie podołali), czy może przykład pomieszania wspomnień przebudzonego z letargu wampira? A może stanowi propagandowy bełkot albo wskazówkę, iż wszystkie materiały z niniejszego podręcznika należy traktować z przymrużeniem oka?
Następnie zostajemy uraczeni kolejnymi listami W.H. i V.T., a po nich pierwszą z serii notatek „od martwej dziewczynki”, śledzącej serię rytualnych morderstw popełnianych przez osobę chcącą uchronić się przed powrotem antycznych Strzyg (The Strix). Osoba kompilująca niniejsze dzieło otrzymuje bowiem regularne raporty od kilku wampirów, między innymi młodej podwładnej niejakiego Hardaikena. Sposób, w jaki postrzega ona całą sprawę, i materiały, które dostarcza autorowi zbioru, mogą przyprawiać o ciarki. Kolejne strony przenoszą w społeczeństwo Panów (Lords), na przykład jakże ważne nazwiska i imiona. O rodzinie, klanie Ventrue, o dobrym smaku i o własnej linii krwi opowiada nam dalej, cytowana i opisywana własnymi słowami przez jednego z Ventrue (w obu przypadkach in-character), niejaka Crescentia Macellarius - olbrzymia, otyła istota, aurą i usposobieniem przywodząca na myśl Barona Harkonnena. Wycinek ten, podobnie jak reszta analogicznych tekstów, jest wielofasetowy - ukazywane aspekty klanu są umieszczane od razu w przykładowym kontekście, a do tego fragment ów stanowi bardzo ciekawy i inspirujący opis potwornego, a jednocześnie intrygującego bohatera niezależnego oraz specyficznej linii krwi, skazanej na obżarstwo krwawym mięsem i związaną z tym nienaturalną otyłość. Po kolejnym „liście od martwej dziewczynki” opisane zostają zwyczaje rodowe klanu, genealogia i sposoby wyznaczania prestiżu oraz podejście do niektórych praw zwyczajowych, takich jak przykładowo Prawo Gościnności. Kolejnym bohaterem niezależnym, który prezentuje nam odmienne zrozumienie potęgi i władzy, jest Cyrus, ciemnoskóry wampir zwany także Krezusem. Jego fragment zdobi wyśmienita, stylizowana na stary obraz olejny ilustracja.
Jako kolejne następują powiązane ze sobą e-maile opisujące „Tajemną Historię” -klasyczną teorię spiskową. Kilka stron dalej znajdują się listy wymieniane przez dwójkę najważniejszych Spokrewnionych Houston oraz lokalnego przywódcę Kartian, dotyczące okoliczności i konsekwencji uderzenia huraganu Katrina. Następnie opisane zostają tzw. Crypteia - wzorowane na spartańskich, formowane ad hoc z konkretnym przeznaczeniem (zamachy, sabotaże, infiltracja, zbieranie danych) tajne grupy Spokrewnionych. Mowa jest również o tradycji Chłosty, czyli wykorzystywanych przez Ventrue sposobach wykonywania wyroków. Jedna z czterech wersji to brutalne metody ulicznych gangów, inna to nie mniej agresywne i upokarzające wykorzystanie Dominacji. Następującej po ich opisach relacji ze spotkania z Dommé Bellą Cohen towarzyszy jedna z najlepszych (widniejąca również obok niniejszej recenzji) ilustracji w podręczniku oraz opis Akademii rzeczonej, swego rodzaju szkoły kompletnie odmiennego od poprzedniego, pełnego klasy, elegancji i wyczucia podejścia do wykorzystania Dominacji, czyli tak zwanych Pańskich Słów (Lordly Words), jak nazywają tę moc Ventrue. Postać ta budzi skojarzenia bardzo podobne do znanej z serialu CSI: Las Vegas postaci Lady Heather i opiera się na zbliżonym archetypie „świadomej dominy”. Dalsze postaci są jeszcze mniej sztampowe.
Król Szczur to Ventrue, jakiego mało kto by się w tej kompilacji spodziewał. Ten na poły mityczny władca podziemnych tuneli i kanałów to oparty na archetypie Animalizmu Ventrue. Kogoś takiego wśród postaci serwowanych w podręcznikach od dawna mi brakowało. Nie dość że włada nietypowym królestwem, to obraca się w równie odpychającym towarzystwie Nosferatu. Niechybnie ma coś wspólnego z ich krwią, ponieważ jego twarz to w zasadzie upiorna trupia czaszka. Następny nietuzinkowy Ventrue to Pan na Paradise Lake - klasyczny przykład „białego śmiecia” mieszkającego nad jeziorem w swej przyczepie kempingowej. Żonobijka na plecach, wytarta bejsbolówka na głowie, piwo w ręku… Mimo to pozostaje niekwestionowanym władcą i opiekunem okolicy, Rodzicem kilkorga Spokrewnionych. Jest prosty, momentami wręcz prostacki, lecz nie prymitywny, a na pewno nie głupi. Świetnie orientuje się w zasadach, na jakich funkcjonuje władza książęca i ogół społeczności Spokrewnionych, tym niemniej nie zamierza się Księciu bezwarunkowo podporządkowywać - zna swoje prawa oraz obowiązki. Trzecia z postaci niezależnych to Wiedźma Krzewów. Klasyczna, silna kobieta amerykańskiego Południa, posługująca się psami, hodująca krwawe rośliny i ewidentnie powiązana z Kręgiem Pramatki. Jest kolejnym przykładem „niesalonowej” godności i szlachetności. Wszystkie te trzy postaci doskonale i inspirująco łamią schematy, które zdają się nam narzucać magnacko-arystokratyczne konotacje Ventrue.
Kolejną częścią podręcznika jest list - quasi-obelga, pół-szantaż, a de facto zestawienie niesławnych przedstawicieli klanu. Oto kilka kolejnych ciekawych wampirzych postaci, a jednocześnie wzorców zachowań, zwyczajów i motywacji wpisanych w ich historie. Po ich prezentacji następuje opowieść pojedynczego neonaty, któremu Rodzicielka nakazała podróż do źródeł swej nieprzerwanej linii przodków. Tym sposobem, wyruszając od wzmiankowanej, dystyngowanej Esmeraldy Crassus, przez wizytę u nowoczesnego i „młodzieżowego” Elliota Oldershawa, dociera do domu pogrążonego w torporze Arthura Scarsbricka, by wreszcie trafić w towarzystwo przerażającego Drüzzelstoza, rzucającego swych wrogów na pożarcie karmionym Krwią świniom, a z jego ludźmi dociera na wyspę Rugię, do leża wampira podającego się za Światowida. Tam cała wyprawa bierze w łeb, a opowieści neonaty i „martwej dziewczynki” łączą się deklaracją powrotu Strzyg. Rozdział zamyka opis Malkavii, przenoszonej we Krwi choroby umysłowej, zarażenie którą czyni wampira dowolnego klanu Malkavianinem, szaleńcem i wyrocznią jednocześnie. Opisano dokładnie domniemane pochodzenie i historię choroby, genezę jej nazwy oraz sposób postrzegania zarażonych przez społeczność wampirów.
Dodatek złożony jest odmiennie, z ramką, w sposób bliższy nieco pozostałym podręcznikom linii Wampira. Otwiera go opis Adrestoi, linii krwi szalenie ambitnych wampirów pozujących na potomków Midasa. Linia ta dysponuje ciekawą słabością, wiążącą poziom Vitae w ich ciałach z poziomem punktów Siły Woli. Po Adrestoi wymienione zostają cztery nowe Atuty, dwie Wady, pięć zaburzeń psychicznych oraz trzy devotions. Precyzyjnie i mechaniczne opisane są również efekty i źródła Malkavii, sposoby wykorzystania Malkavian jako postaci graczy, sugestie co do niewyzbytych znaczenia zaburzeń, a także metody potraktowania Malkavian jako linii krwi. Na koniec następuje opis Obłędu (Dementation), unikalnej Dyscypliny Malkavian. Książkę zamykają krótkie opisy dwóch postaci niezależnych, mogących stanowić dla postaci graczy źródło informacji zawartych w podręczniku, wraz ze znanymi ze staroWoDowych podręczników statystykami w formie całostronicowych kart. Stron tych mogłoby równie dobrze nie być, albo przynajmniej można było karty zaprezentować w bardziej zwartej postaci. Wraz z wcześniejszymi całostronicowymi ilustracjami i obszernymi cytatami z Wergiliusza sprawiają niestety wrażenie zaskakującego szafowania przestrzenią, o którą walczono przecież usuwając z treści hasła leksykonu oraz Atuty. Wolałbym jednak mieć dostęp do większej ilości tekstu, kosztem kart postaci oraz połowy cytatów.
Podsumowując, Ventrue: Lords Over The Damned mimo niewielkiej (circa 130 stron) objętości zawiera multum informacji, przydatnych zwłaszcza Narratorowi, ale także graczom niepewnym, jak wiernie a różnorodnie mogą odgrywać przedstawicieli tego klanu. W przeciwieństwie do poprzednich dodatków, zwłaszcza tych traktujących o przymierzach, podręcznik klanowy Ventrue nie zawiera jednak suchych, poręcznie wylistowanych informacji, np. o społeczności klanowej. Wszystkie dane osadzone są od razu w kontekście, obwarowane niuansami, opowiadają nam o sobie i swoim klanie odczuwalnie żywe postaci stanowiące część tego wielkiego rodu. Sama prezentacja tych danych nie pozwala mieć poważniejszych zastrzeżeń. Podręcznik nie jest co prawda oprawny, za to w pełni kolorowy, a do tego wyśmienicie ilustrowany. Typografia oraz skład tekstu również stoją na najwyższym poziomie. Drobne niedociągnięcia redakcyjne (w rodzaju wspomnianego pominięcia kategorii wulgaryzmów, obecnego w tekście odniesienia do nieopisanego Atutu, strony z literówkami czy - niepotrzebnych moim zdaniem -kart ostatnich dwóch bohaterów niezależnych), nie są w stanie zepsuć dobrego wrażenia związanego z całością podręcznika. Ponieważ zapowiedziano, iż reszta podręczników do Requiem, poza miękko obłożoną serią o klanach, od tego momentu będzie również w pełnym kolorze i twardych okładkach, możemy spodziewać się naprawdę pięknych podręczników. Podręcznik klanowy Ventrue jest dodatkiem sycącym oczy, pięknym i ociekającym wręcz klimatem, a zarazem doskonałym źródłem inspiracji. Jedynie osoby oczekujące suchego i metodycznego, out-of-character potraktowania materiału mogą mieć problemy z maksymalnym wykorzystaniem tego podręcznika i zapewne również następnych z serii. Pozostałym mogę Ventrue: Lords Over The Damned szczerze polecić.
Powyższy tekst korzysta z autorskich i nieoficjalnych wersji przekładu terminologii Wampira: Requiem.
Nie znam się na tym, ale IMO recenzja bardzo dobra, a na pewno obfita.
A co do samego podręcznika oka na pierwszy rzut są plusy i minusy, Pan na Paradise Island, czy Król Szczur są świetni i jak ktoś jeszcze będzie się kłócił że Ventrue nie może być bezdomnym menelem to w ryj (;D),to nie Maskarada! Motyw z Pigletem jet genialny, Crescentia jest “przyjemna”. Za to Malkavia w ogóle mi się nie podoba mogli to zrobić jako rozszerzenie linii krwi Malkovian (i ja chyba tak zrobię), a nie mieszają. No i też się zgadzam że ci dwaj ostatni NPC są niepotrzebni.
Cieszę się, że recenzja się podobała, dziękuję.
Mi akurat Malkavia jako oddzielny czynnik się podoba. Dzięki temu mogę uczynić Malkovianina także Malkavianinem. Świr do kwadratu
Fajna recka. Pod mam, ale nie mam chwilowo czasu go czytać, więc w żadną polemikę się nie wdam.
Piękne jest to, że od teraz wszystkie pody do Wampa będą w full kolorze i z takimi ilustracjami. Naprawdę powinni już pomyśleć o edycji Revised, tylko po to, żeby inne pody nie odstawały oprawą graficzną od clanbooków :>
Revised? A po diabełka? Jeszcze o wiele, wiele za wcześnie na to. Nie sądzę, żeby to jakoś szybko nastąpiło.
Mnie eksperyment z kolorem cieszy z jeszcze jednego powodu - jest otwarcie określany przez devów jako eksperyment, a co za tym idzie, w obliczu świetnego odbioru kolorowych dodatków, być może Requiem “zarazi” kolorem również pozostałe linie wydawnicze…
Kolorowe i oprawne podręczniki do czarnej linii i Odrzuconych? Mniaaam.
Muszę powiedzieć że na początku się bałem że będzie za mało klimatycznie i zbyt kolorowo, ale szczęśliwie się myliłem co zresztą widać po tych ilustracjach.
A miks Malkovian/Malkavian może być bardzo ciekawy (jak ktoś na WW napisał, a Antitribu pamiętacie? ;>). Tyle że nie podoba mi się że istnieją dwa zupełnie oddzielne a bardzo podobne motywy w dodatku z prawie identyczną nazwą. U mnie jeżeli skorzystam z Malkavii to weźmie się ona od jakiegoś Malkoviana który stworzył Obłęd, ale dodatkowo oszalał. W dodatku jego stwórca podał mu błędną nazwę klanu i stąd Malkavian i Malkavia.
Prawdę mówiąc już się nagromadziło rzeczy do poprawek w podach (pomijając różne mechaniczne detale, są pewne sprawy, które na forum WW wychodzą wciąż od nowa ze względu na nieprecyzyjne sformułowanie zasad), no i była by to świetna okazja, żeby wydać wszystkie w kolorze
Trochę offtopicowo, najbardziej by mnie cieszyło, gdyby kolorem “zaraziła się” linia Exalted. Wydawanie mangowego systemu heroic fantasy w czerni i bieli to delikatnie mówiąc kontrowersyjny pomysł
Armand, na tym polegać będzie przewaga wersji polskich nad angielskimi - przykładowo, tłumacząc Wilka, uwzględniam wszystkie erraty, a także wystosowuję zapytania do developerów w sprawie wieloznaczności, choćby w interpretacji zasad Darów.
Można powiedzieć, że polskie wydania będą semi-Revised
A co do mangi, to nie kumam - rozumiem skojarzenie z kolorowymi anime, ale manga jako taka jest w przytłaczającej większości wydawana o ile wiem w skali szarości. Źle wiem, czy jak? :/
“Można powiedzieć, że polskie wydania będą semi-Revised”
Jeszcze pokoloruj obrazki to się skuszę
“A co do mangi, to nie kumam - rozumiem skojarzenie z kolorowymi anime, ale manga jako taka jest w przytłaczającej większości wydawana o ile wiem w skali szarości. Źle wiem, czy jak? :/”
My bad, nieprecyzyjnie się wyraziłem. Ex jest mangowe w tym samym znaczeniu, w jakim np. seria Final Fantasy jest mangowa - inspiracja zarówno mangą, jak i anime, ale ostateczny efekt najlepiej podziwiać w kolorze. Większość ilustracji b&w w dodatkach do Ex wygląda świetnie, ale kolorowe artworki z podstawki pozwalają lepiej “poczuć” stronę wizualną gry. W Ex ciągle coś wybucha, jarzy się bądź świeci najróżniejszymi kolorami i na czarno-białych ilustracjach wypada to, że tak powiem, blado
Mnie, mimo naprawdę sporej dozy sympatii dla mangi, od Exalted odrzucają ilustracje tego “miłego” pana, który ilustrował choćby w Świecie Mroku: Podręczniku Podstawowym.
Joshua Gabriel Timbrook, jeśli pamiętam dobrze. Ten sam, który zresztą popełnił wystrój Kindred of the East i wielu innych rzeczy. Dają mu w White Wolfie bardzo wiele pozycji do ilustrowania, natomiast gość ma moim zdaniem kreskę tak przepaskudną, że należałoby go komisyjnie rozstrzelać. :F
Ale masz wymagania, chyba nigdy nie oglądałeś obrazków w podstawce do DeDeków
A gram w Dedeki?
Warto zajrzeć. DeDeki zmieniają sposób, w jaki patrzysz na ilustracje w podręcznikach erpegowych. Jest parę grafik tak tragicznych, że po ich zobaczeniu będziesz chciał postawić Timbrookowi pomnik (ale już nie nagrobny :P).
E tam, raczej wydłużę “killfile”
W Dedeki nie gram ze względu na mechanikę i także prezentację graficzną. Tym niemniej, nawet tam mam rzeczy które lubię - prace Swekela i Lockwooda, zwłaszcza te nawiązujące do szkiców Leonarda.
Te szkice rzeczywiście są dobre, Lockwooda trawię, ale są też w DiDach takie bohomazy, że masz ochotę wydłubać sobie oczy wykałaczką