autor: Bartosz ‘Kastor Krieg’ Chilicki
To naprawdę proste. Po prostu odczuwacie przymus postrzegania nas jako nieszkodliwych. Zauważanie nas jest poniżej waszej godności. My tylko „szwendamy się”, podczas gdy wy i wasi ludzie „działacie”, prawda? Powiedz mi jednak - gdy przychodzi co do czego, z kim się potajemnie spotykacie? Dzięki komu staracie się uzyskać przewagę? Co? Ależ oczywiście, że o tym też wiedziałam.
- Frances
Podręczniki pisane z perspektywy postaci ze świata gry, szczególnie jeśli wydawane są w tak bogatej szacie graficznej, jak ma to miejsce w przypadku ksiąg klanów, mają na celu przede wszystkim jedno - wywołanie konkretnego wrażenia. Jest to zabieg dość ryzykowny, jego powodzenie zależy bowiem w znacznym stopniu od preferencji odbiorcy. Korzysta się więc z ogólnie przyjętych archetypów, stylistyki i estetyki, która staje się niemal gwarantem wywołania odpowiednich odczuć u czytelnika. Doskonale zadziałało to w przypadku Ventrue: Lords Over The Damned, gdzie świetne ilustracje, dobór eleganckich czcionek, tłoczona i foliowano-matowa okładka, wraz z odwołującą się do czasów minionej wielkości treścią, wywoływały wrażenie kontaktu z czymś podobnym staremu, pięknemu i drogocennemu antykowi. Przy Daeva: Kiss Of The Succubus wydawca poszedł podobną ścieżką, starając się okrasić podręcznik nagością i wszechobecną seksualnością, szyk i blask miały nas odurzać i zniewalać. Wszystko zdawało się być na miejscu, a jednak wypadło nijako. Miało to jednak swój paradoksalny urok, przypominając w pewien sposób o głównej przypadłości emocjonalnej wampirów - wszystko co robią by nas zachwycać jest sztuczne, wymuszone i na pokaz. Gangrel: Savage And Macabre poszło w jeszcze inną stronę, stając się katalogiem potworów i potworności. Nie miało w sobie jednak uroku Ventrue, ani przewrotności Daeva. Było prostym, rzemieślniczo solidnym podręcznikiem. Wszystkie trzy jednak łączył pewien zbiór wad - mniej lub bardziej okazjonalnie pojawiające się naprawdę słabe ilustracje (rzecz niedopuszczalna w produkcie nastawionym na atrakcyjność wizualną), czy też marnowanie miejsca w podręczniku (poprzez nadmiar odwołań i obszernych cytatów z literatury klasycznej w Ventrue, tudzież dwie, jedna gorsza od drugiej, historyjki w Daeva oraz Gangrel).
Niesamowitą ulgą była dla mnie chwila w której przekonałem się, że wady poprzedników rugowane pomału w Gangrel, w Mekhet wreszcie są nieobecne. Przede wszystkim, ten podręcznik wreszcie, po nieco „zdezorientowanych” Daeva i Gangrel, wie jakie wrażenie chce wywrzeć i jak ma je osiągnąć. Spójnie i konsekwentnie buduje w nas odczucie charakterystycznego dla wampirów, a wzmożonego jeszcze u niektórych Mekhetów, odczucia emocjonalnego spustoszenia. Nie mam przy tym na myśli staromodnego „angstu”, tylko dosłowną izolację od niegdyś naturalnych emocji. Jak wielokrotnie podkreśla to Frances, „Dying makes you shallow“. Śmierć spłyca wampira, redukuje jego emocje do lęku i furii, redukuje jego potrzeby do nieustannego głodu krwi, umniejsza jego człowieczeństwo. Mekhet pokazuje nam to na tle staroegipskich rytuałów, które pozbawiają zmarłego wszystkich „niepotrzebnych wnętrzności”, z mózgiem na czele, a także wszechobecnych kodów, szyfrów, wskazówek i przepowiedni dostrzeganych zdaje się wyłącznie przez specyficznie wyczulone Cienie. Wszelkie odwołania mitologiczno-historyczne podawane są w kontekście jednej z postaci o których mowa w podręczniku. Wreszcie nie mamy do czynienia z tego rodzaju zawartością pozostawioną samej sobie. W tej postaci można ją przecież z łatwością znaleźć na sieci i w większości wypadków wystarczyłoby o tych tekstach wspomnieć zamiast je obszernie cytować. Pozbyto się również irytujących i rozdętych historyjek z Daeva (Black Blood: Ill Met In Quatar) i Gangrel (dobre piętnaście stron zmarnowanych na pamiętnik „Hrabiego Draculi” stanowiący tak naprawdę zapis demolki godnej innego delikwenta, również włóczącego się z niejakim Felixem). Selekcję ilustracji przeprowadzono sumiennie i konsekwentnie. Nie sposób moim zdaniem znaleźć ilustracji, która wywoływałaby niedowierzanie i chęć zadania pytania o to, jakim cudem tak duże studio wpuściło do swego projektu tak marnego rysownika. Zdarzało mi się to zarówno w przypadku Daeva, jak i Gangrel, zaś w przypadku Mekhet taka sytuacja nie miała miejsca ani razu. Mamy za to do czynienia z kilkoma prawdziwymi perełkami, zarówno w przypadku grafik wykonanych specjalnie na potrzeby tego podręcznika, jak i okraszających kilka jego stron kart z drukowanej właśnie talii Mage: Tarot stanowiącej rozwinięcie niedawnego podręcznika opartego na tym motywie.
Oszczędności miejsca, polegające zapewne na wyrzuceniu właśnie kolejnej miałkiej historyjki, spowodowały, że część fabularno-dokumentalna jest o 20 stron chudsza niż w poprzednich podręcznikach (około 80, zamiast około 100 stron). Sam podręcznik nie schudł od tego, gdyż rozszerzona została jego część mechaniczna. O tym jednak, jak bardzo taki „zabieg odchudzający” był konieczny, świadczyć może odbiór owych „80% treści”. Część fabularno-dokumentalna jest w odbiorze czytelniczym nie mniej treściwa niż 100 stron analogicznych części dwóch poprzednich dodatków, a wręcz można pokusić się o porównanie jej ze 100 stronami niesamowicie gęstego treściowo Ventrue. Nie sposób jednak temu się dziwić gdy spojrzy się na pełną podpunktów listę „spisu treści”, która w Daeva prezentowała się niemalże o połowę skromniej. Zadziałał tu zapewne także optymalizowany nieustannie układ treści, likwidacja przesadzonych marginesów i ramek wokół elementów oraz inne, podobne powyższym, oszczędności miejsca. Mekhet opowiada nam więc znacznie więcej historii, do tego w bardziej zwarty i interesujący sposób niż jego poprzednicy. Jako że Cienie są wszędobylskimi szpiegami zaznajomionymi z tajemnicami wszystkich w otoczeniu, mamy okazję przeczytać relacje wampirzycy której pamięć sięgać ma starożytnego Egiptu, zaglądamy na chwilę do zalanej przez Katrinę domeny Księcia Vidala, czy szpiegujemy samą Frances, niezdolną stawić czoła własnemu cieniowi i odbiciu (o tym powiem dalej, omawiając część mechaniczną). Mamy również kilkukrotny wgląd w perspektywę wampira usiłującego poradzić sobie z natłokiem prawdziwych i fałszywych wspomnień wywołanego Mgłą Wieków. Fragmenty te są naprawdę świetnie napisane i wywołują niekłamane współczucie wobec wampira zatracającego powoli swoją tożsamość, terroryzowanego przez rodzaj rozszczepionej osobowości, czy też usiłującego odnaleźć godność dawnych wieków w dzisiejszych czasach. Nawet furia Mekhetów dotrzymuje kroku nastrojowi podręcznika - bezmyślna zwierzęca wściekłość i żądza krwi innych klanów zastąpiona jest nabraniem niesamowitego dystansu graniczącego z wyparciem, oraz postępowaniem z żelazną, nieubłaganą, wręcz mechaniczną logiką mającą na uwadze wyłącznie dobro i przetrwanie danego Mekheta.
Rozszerzona część mechaniczna również zasługuje na uznanie, zarówno graczy, jak i Narratorów. Zawiera, między innymi, dwie nowe linie krwi - Mnemosyne posiadających zdolność manipulowania wspomnieniami i zdolnymi pomóc innym wampirom w walce z Mgłą Wieków, oraz Norvegi - wyrzutków pośród Spokrewnionych i pozbawione kłów „nie-wampiry”, potrafiące tworzyć ostrza ze swej krwi i wykorzystywane jako najemni mordercy. Znalazło się również miejsce dla rodziny ghuli związanych z Norvegi. Z innych ciekawostek, warto nadmienić poświęcić opisowi zasad dotyczących sekt tworzonych przez Cienie. Stanowią one kreatywne rozwinięcie zasad zasugerowanych jeszcze w Antagonistach. Poza kilkoma stronami zasad, zamieszczono także opisy trzech takich grup, wspominanych zresztą w głównej części podręcznika. Opisano także unikalne Dyscypliny obu linii krwi, Dyscyplinę i rytuały Cruac dwóch z sekt i liczne Devotions. Prawdziwym specjałem są jednak dwie rzeczy. Pierwsza z nich to jedna z największych dotychczas ujawnionych tajemnic Spokrewnionych - możliwość dokonywania wampirzej Przemiany nawet w kilka dni po śmierci ofiary, o ile dochowane zostaną pewne okoliczności. Drugim smakołykiem zaś, są „puste” wampiry klanu Mekhet. Ich dusza, de facto rodzaj samodzielnej zjawy, jest od nich całkowicie niezależna. Z nadmienionych wcześniej w podręczniku względów mitologiczno-religijnych instynktownie czuje się zdradzona, jest również oszalała z głodu, gdyż nie oddano jej na czas, po pochówku, należytych rytualnych ofiar. Skupia się więc na działaniu wyłącznie na szkodę swego nieumarłego towarzysza. Może działać za dnia, może czasem nawet kontrolować ciało „swojego” wampira, który jest całkowicie pozbawiony cienia i odbicia, nie sposób zarejestrować jego wizerunku ani głosu, nie słychać go nawet w telefonie. Ograniczenie to nie dotyczy jednak owego „widma”, które może przez to szkodzić do woli znienawidzonemu Spokrewnionemu. Malutką perełką jest również pomysł ghuli-kurierów przewożących pomiędzy Spokrewnionymi zakodowane w krwi i umyśle wspomnienia-wiadomości. Całość części mechanicznej zamyka kilka ciekawych zaburzeń psychicznych, Wad i Atutów, oraz tradycyjne dwie postaci wraz ze swymi kartami.
Podsumowanie wrażenia z lektury tego podręcznika zamknąć można w jednym zdaniu „Wreszcie, tak było na początku i znów jesteśmy na dobrej drodze”. Ventrue to był świetny podręcznik, Daeva i Gangrel nieco zniżkowały, aczkolwiek ten drugi dobrze rokował i faktycznie się nie zawiedliśmy. Mam nadzieję, że Nosferatu będzie stał na równie wysokim poziomie. Będę wtedy skłonny uznać, że zaliczyliśmy jeden z bardziej udanych cykli podręczników wydanych przez White Wolfa. Wobec Mekhet nie sposób mieć jakichkolwiek zarzutów, wyłączając sprawy niezależne od wydawnictwa, czyli znaczący wzrost polskiej ceny, która mimo braku zmian w cenie okładkowej przebiła o grosze nawet Ventrue. Świadomość tego faktu jest szczególnie bolesna w obliczu niższej o niemal połowę (!) ceny Daeva.
Tym niemniej, polecam z czystym sumieniem.
Tekst został pierwotnie opublikowany w marcowym #18 miesięcznika Rebel Times.
Czy na tej ilustracji w damskiej toalecie widzimy w lustrze bestię?
To jest Frances i jej Ka, uwolniona i przeciwstawiająca się Hollow Mekhetowi dusza (vide druga połowa przedostatniego akapitu).