autor: Bartosz ‘Kastor Krieg’ Chilicki
Jesteśmy tu od zawsze - w tym lepkim, woniejącym piżmem miejscu, gdzie łączą się seks z uwielbieniem. W starożytnych czasach byłyśmy świątynnymi dziwkami. Jestem Nierządnicą Babilonu, skurwysynu. A teraz bądź już cicho, uśmiechnij się dla mnie i padnij na kolana.
Zacznij dla mnie pełzać, a pokażę ci co ciekawszego od popisywania się filozofią możesz zrobić ze swym rozbieganym językiem.
- Sinnhaja, Królowa Harpii, do wizytującego Kartianina
Pierwsza z ksiąg klanów, Ventrue: Lords over the Damned, postawiła poprzeczkę wyjątkowo wysoko. Jej następczyni, Daeva: Kiss of the Succubus, zachowuje jej formę i formułę, nieznacznie jednak ustępuje jej w jakości zarówno treści, jak i wykonania.
Najwcześniej rzucającym się w oczy dowodem takiego stanu rzeczy jest jakość zdobiących podręcznik ilustracji. W Ventrue rysunki takie jak te, które zdobiły opisy Króla Szczura, czy Dominy, fascynowały zarówno jakością, jak i inspirowały treścią. W Daeva zaś jest w zasadzie ledwie kilka tak dobrych ilustracji - niektóre zwracają uwagę wyłącznie techniką, zaś treść części jest ledwie przystająca do pożądanego nastroju. W podręczniku opisującym klan będący ucieleśnieniem zmysłowości, seksualności i powabu, takie zaniedbanie jest po prostu karygodne, szczególnie zaś, że kilka z ilustracji (takich jak przedstawiająca wokalistkę kapeli rockowej, ilustracja kochanków ze str. 120, czy Inanna z Tammuzem i Lilith), przedstawia postaci po prostu brzydkie albo niezgrabne - wyjątkowo nieatrakcyjne, choć powinny być uosobieniem piękna. Autorom tych obrazów nie starczyło kunsztu by oddać postaci pięknie i czasem wręcz choć anatomicznie poprawnie. Dlaczego wybrano takie grafiki do podręcznika z założenia nastawionego na eye-candy? Trudną do wytłumaczenia jest również ilustracja okładkowa, będąca zarazem śródrozdziałową, która obrazować ma Sukkuba. Jest technicznie bez zarzutu, przedstawia jednak osobę tak wyzutą z jakiejkolwiek atrakcyjności, zarówno strojem, jak i urodą, czy nawet fryzurą, iż jej elegancka nijakość jest po prostu przytłaczająca. Znacznie lepszą ilustracją natury Daeva byłyby nałożone na siebie bliźniacze ilustracje ze stron 116 i 117, stanowiące przy okazji ciekawy eksperyment graficzny. Biorąc pod uwagę, iż wszystkie dotychczasowe clanbooks były opóźnione ze względu na przeróbki szaty graficznej, zastanawia mnie czy naprawdę nie można było wybrać prac lepszych technicznie oraz miejscami po prostu celniejszych treściowo. Na szczęście poziom edytorski podręcznika został całkowicie zachowany - nadal tekst złożony jest jako dziwaczny, niesamowicie klimatyczny zlepek różnego pochodzenia materiałów. Multum czcionek, teł, ramek i ręcznych dopisków mimo niedostatków niektórych ilustracji utrwala pozycję ksiąg klanów jako najładniej wydanych podręczników do nowego Świata Mroku.
Formuła Daeva nie odbiega od tej, jaką zaprezentowało Ventrue: Lords over the Damned. Podręcznik składa się z mnogości szpargałów, notatek, transkryptów wywiadów i nagrań, kart z pamiętników i tym podobnych zapisków. Znów są to głównie wypowiedzi wampirów o wampirach, choć zdarzają się także i relacje uwiedzionych przez nich ludzi, na przykład kochanków wampirzyc, albo też porady odnoszące się do tego jak rozpoznać wampira w zatłoczonym klubie. Sporo z tych relacji jest bardzo ciekawych, na przykład gdy w podpunktach opisywane są odwiedzające dane miejsca wampiry, co stanowi świetną inspirację dla własnych bohaterów niezależnych. Te same relacje częstokroć jednak powielają oczywistości znane wręcz z podręcznika głównego. Owszem, dla niewtajemniczone śmiertelnika jest to zaskakująca nowość, jednak czy gracze i Narratorzy naprawdę muszą dowiadywać się po raz wtóry, że wampiry niewłaściwie wychodzą na zdjęciach oraz w odbiciach luster, że „jakby umierają za dnia”, albo że „mają supermoce, ale korzystanie z nich wiąże się z pewnym wysiłkiem”. Na tego rodzaju „rewelacje” w pewnym miejscu zmarnowana jest aż strona podręcznika jednym ciągiem.
Poza będącymi istnym targowiskiem próżności historiami dotyczącymi zmysłowych wampirów, Daeva przepełniają rozmaite oboczne ciekawostki. Jest tu chociażby kilka bardzo interesujących ulicznych ulotek-manifestów, stanowiących nawiązanie do Kakofonii, podziemnego i potajemnego, nieco wręcz plotkarskiego, źródła informacji łączącego Sukkuby. W zasadzie jest to forma wampirzego dziennikarstwa sensacyjnego, działająca na samym pograniczu Maskarady. Ciekawym nawiązaniem do tego oblicza Kakofonii są wyśmienicie wystylizowane na połowę ubiegłego wieku komiksy gazetowe autorstwa znanego z Forum WW Bailywolfa.
Ostatnia część podręcznika poświęcona jest zagadnieniom systemowym. Opisuje między innymi nową linię krwi. Erzsébet, gdyż to o nich mowa, wywodzić mają się od Elżbiety Batory, która podobnie jak Dracula nie została przemieniona, lecz jest protoplastą nowego rodu. Nie dysponują żadną unikalną mocą, a jedynie dostępem do Auspex jako Dyscypliny klanowej. Słabością Erzsébet jest starzenie się ciał, którego efekty powstrzymać może wyłącznie regularny, długi na przynajmniej dekadę torpor. Opisane są tu również nowe Atuty, takie jak Social Chameleon, dzięki któremu postać może wtapiać się w konkretne grupy społeczne, skalowalny Cacophony Listener pozwalający na prowadzenie „nasłuchu na częstotliwościach Kakofonii”, co umożliwia postaci zasłyszenie plotek i nowin z odpowiedniego do poziomu Atutu obszaru świata. Również skalowalne Close Family ułatwia wpływanie społeczne na bliższych i dalszych członków „rodziny Krwi”, zaś Voyeur pozwala Daeva na odzyskiwanie Siły Woli poprzez obserwowanie śmiertelnych, którzy oddają się Skazie wampira. Niższy poziom tego Atutu zmusza Sukkuba by skłonił dane osoby do grzesznego czynu, zaś wyższy powoduje, iż wystarcza mu bycie świadkiem zdarzenia. Opisane w podręczniku Devotions również należą do interesujących. Picture Perfect, poprzez połączenie Obfuscate oraz Majestatu, umożliwia wampirowi wpływanie Zachwytem (Awe, pierwszego poziomu moc Majestatu) poprzez zdjęcia, jednocześnie powielając ten efekt gdy Daeva spotkany zostanie osobiście. Zachwytowi ulec musi jednak najpierw fotograf wykonujący zdjęcie, zaś spotkanie z wampirem (lub osobą wystarczająco go przypominającą) przypomina napotkanie wymarzonej i idealnie atrakcyjnej osoby. Łącząca zaś pierwsze poziomy Majestatu oraz Wigoru moc Night Life daje Sukkubom zdolność utrzymywania pozorów życia przez całą noc. Rozdział wieńczy krótki, „uświadamiający”, aczkolwiek rzetelny tekst o Skazach, seksie i seksualności na sesjach. Po nim następują opisy i karty dwójki wampirów mogących być autorami relacji zawartych w głównej części podręcznika.
O ile większość z zawartych w podręczniku wampirzych sprawozdań jest napisana rzetelnie, kilka jest zwyczajnie przegadanych. Takie prawo tej formuły, nie każdy Spokrewniony musi być arcymistrzem epistolografii. Część jednak pachnie już znacznym i nienajlepszej próby wodolejstwem, jak wielostronicowe, stylizowane na groszową prozę Bad Blood in Qatar, w dodatku rozstrzelone jeszcze interlinią. Tego rodzaju marnowania przestrzeni w Ventrue nie było, na szczęście są to przypadki mocno odosobnione. Wyżej opisane zastrzeżenia do części ilustracji nie powodują jednak, iż Daeva nie są podręcznikiem pięknym, przede wszystkim edytorsko i wydawniczo. Tak samo jak w przypadku wcześniejszego clanbooka, oprawny dodatek o Sukkubach byłby już tworem wizualnie idealnym. Być może część z moich zastrzeżeń odnośnie ilustracji i treści zawartych w Daeva wynika z zawyżonych przez Ventrue oczekiwań.
Mam jednak wrażenie, iż White Wolf mógł sobie nieznacznie bardziej “pozwolić”, niż to uczynił w przypadku Sukkubów - zarówno w sferze podręcznikowej nagości, jak i samych treści fabularnych z kategorii „18+”. Kiss of the Succubus, mimo kilku przyprawiających o dreszcz fragmentów i ilustracji rodem wręcz z pozycji godnych wydawania przez Black Doga, miejscami sprawia wrażenie całkowicie odmienne - zauważalnie uładzonego, ugrzecznionego i „bezpiecznego”. Być może jednak w tym cała rzecz. Ukazana zostaje nam umyślnie spreparowana, och-jakże-zmysłowa-i-szokująca, twarz Sukkubów. Prawdziwe ich oblicze poznajemy zapewne w odosobnieniu, gdy zamkną się za nami drzwi sypialni i wbrew zdrowemu rozsądkowi wyszepczemy „tak”. Wtedy dopiero dowiemy się jaką naprawdę twarz ma Amerykański Sen. Aby jednak się o tym przekonać, należy najpierw Kiss of the Succubus nabyć, co fanom Wampira z czystym sumieniem polecam.
Ten podrecznik nie ma 166 stron.
Ot, kiks. Widać zresztą o co chodzi, 116/117 miało być
Poprawiam, dzięki za czujność. Powiedz jednak lepiej dwa słowa o samej recenzji, czy się przydała? Może coś dopowiedzieć trzeba, wyjaśnić? Jakieś pytania albo wątpliwości się pojawiły?
Chętnie powiem jeszcze parę słów i poodpowiadam
No recka niezła i w dużym stopniu się zgadzam.
Wybrałeś też moim zdaniem najlepsze obrazki z podręcznika, od tej komputerowej “emo” laski wręcz bije Majestatem w oczy czytelnika, a obrazek z opowieści Kevina - wiadomo.
Ode mnie jeszcze minus w sprawie NPC, zamiast nich mogli dać np. dobrą rozpiskę Ayeshy (BTW. jej rysunek jest dla mnie w porządku), która wydała się być ciekawą postacią.
W każdym razie też polecam ten dodatek.