Zgodnie z potwierdzonymi przez Craiga Granta (art director linii Requiem) oraz Josepha D. Carrikera Jr. (developer linii Requiem) informacjami, niektóre z podręczników zapowiedzianych w niedawnym numerze eQuarterly zaliczą spore opóźnienie.
Więcej informacji w rozwinięciu wieści.
Największe problemy dotknęły Gangrel: Savage and Massacre, oraz kolejne podręczniki klanów Wampira: Requiem. Spowodowane są opracowywaniem od podstaw nowej, w pełni kolorowej szaty graficznej i układu tych podręczników. W ich przypadku opóźnienie sięga nawet kilku miesięcy. Poniżej prezentujemy zestawienie aktualnie podawanych przez wydawnictwo White Wolf dat premier względem zestawienia zapowiedzianych w kwartalniku tytułów z linii wydawniczych Świata Mroku. Daty te ulegać mogą dalszym zmianom.
Kwiecień 2008
WoD: Innocents + wersja PoD (wydano w terminie, 30. kwietnia)
Tribes of the Moon (wydano w terminie, 30. kwietnia)
SAS: The New Kid (opublikowano z opóźnieniem, 12. maja)Maj 2008
Daeva: Kiss of the Succubus (opóźnienie 14 dni, 28. maja)
Grimoire of Grimoires (14 maja)Czerwiec 2008
Gangrel: Savage and Macabre (opóźnienie, 10. września)
WoD: Dogs of War (25. czerwca)
Lords of Summer (11. czerwca)
SAS: Ruins of Ur (brak danych)
Hunter: The Vigil Quickstart 1 & 2 (brak danych)Lipiec 2008
Mekhet: Shadows In The Dark (brak danych, prognozowany październik)
Silver Ladder (9 lipca)
Ciekawe kiedy ISA zacznie w końcu poważnie traktować swoich klientów i zacznie zamieszczać plan wydawniczy.
Wydaje mi się, że w przypadku wydawnictw bazujących na przekładzie i adaptacji, a nie “pracy własnej”, paradoksalnie więcej jest czynników “obsuwogennych”. W związku z tym, między innymi, mało które wydawnictwo decyduje się na taki krok.
Nie znam obecnie polskiego wydawnictwa erpegowego (choć przyznam, nie rozglądam się za tym szczególnie, mogłem przeoczyć), które publikowałoby pełen plan wydawniczy na przykład na dane półrocze, a potem jeszcze trzymało się go co do joty. Nawet gigantom, jak widać, zdarzają się koszmarne obsuwy. Im mniejsze wydawnictwo, tym obsuwy większe.
Nie wyciągałbym jednak z tego pochopnego moim zdaniem wniosku o “niepoważnym traktowaniu”, niezależnie jak od strony klienta to wygląda. Założę się, że żal byłby jeszcze większy, gdyby plan istniał i się go z przyczyn obiektywnych nie trzymano.
Nie ma pojęcia z czego wnosisz, że podczas przekładu jest więcej czynników obsuwowych. Autor pisze, tłumacz tłumaczy. Reszta procesu jest zgrubsza taka sama (korekty, skład, druk). Dodatkowo przy tworzeniu nowego podręcznika są jeszcze dodatkowe problemy m. in. z rysownikami.
Ja wiem, że dużo łatwiej jest równać w dół niż do góry. To, że inni nie podają terminów wcale nie znaczy, że tak powinno być. Sam przyznasz, że wydanie jednego podręcznika przez półtora roku (o ile pamięć mnie nie myli ISA wykupiła licencję w listopadzie 2006) jest wynikiem beznadziejnym. Zastanawiam się po prostu czy jest sens czekać na kolejne podręczniki, a plan wydawniczy bardzo by mi w tym pomógł.
Przede wszystkim, podczas przekładu zazwyczaj całość tekstu podręcznika jest autorstwa jednego człowieka, a nie kilku lub wręcz kilkunastu (vide stopka podstawki do Wampira: Requiem) osób. Albo to, albo zwiększamy liczbę tłumaczy i tekst jest wcześniej, ale z kolei ze względu na rozbieżności stylistyczne dokładamy pracy redakcji. To już pierwszy czynnik.
Drugim czynnikiem jest z pewnością fakt, iż przekład prowadzony jest siłą rzeczy (o czego przyczynach już kiedyś mówiłem szerzej) przez ludzi niekoniecznie mogących poświęcić mu 100% swej dyspozycyjności. Zazwyczaj są to studenci, osoby mające jeszcze dorywczą pracę, etc. – polskich wydawnictw nie stać niestety na etaty i płace pozwalające stać się tłumaczem w pełni zawodowym, “full-time”.
Trzecim czynnikiem jest sama redakcja i proofreading, będące nie jedynie “robieniem żeby było OK”, a pracą porównawczą. Kto robił kiedykolwiek przy weryfikowaniu przekładu względem oryginału, ten wie przy tym pozornie prostym zajęciu się trzeba natrudzić.
Kolejnym przyczynkiem jest skład – oryginalnie wykonywany jest in-house, w mniejszych wydawnictwach częstokroć, jak również ma to miejsce w przypadku ISA, wykonywany jest na zewnątrz, na zlecenie, przez osoby nie wdrożone do specyfiki danego produktu.
Ostatnim zaś jest konieczność wysyłania gotowego produktu do akceptacji w wydawnictwie pierwotnym – co również przyczyniać się może do sporego opóźnienia.
Ogólnie rzecz biorąc, do zrobienia przy przekładzie jest “tyle samo co przy napisaniu książki i jeszcze trochę”, a czasu jaki najemnicy na to mogą poświęcić jest znacznie, znacznie mniej, w porównaniu z etatowymi pracownikami WW.
Wydawnictwo takie jak ISA nie dysponuje zapewne funduszami odpowiednimi do pełnej profesjonalizacji przekładu podręczników, zapewne również ze względu na wysokie ryzyko i spore nakłady już poniesione na zakup licencji. Do podwyższenia tego ryzyka przyczyniają się również owe immanentne dłużyzny w procesie wydawniczym, oraz nieodpowiedzialna postawa wielu fanów, oraz (o zgrozo) również osób opiniotwórczych, nawołujących otwarcie do kupowania wyłącznie wersji anglojęzycznych. To wszystko przyczynić się może do, odpukać proszę, krachu linii wydawniczej. Nic dziwnego więc, że wydawnictwo nie chce ładować w nią kasy. Kółko się zamyka.
Co do drugiej kwestii – nie ma równania w dół, bo nie ma “góry” do której również można byłoby równać. Nikt tego nie robi, bo nikt nie jest w stanie dać gwarancji i się na niej nie przejechać. Czemu ISA miałaby ryzykować jeszcze bardziej, podawać terminy i potem ich nie dotrzymywać? Lepiej już, z punktu widzenia wydawnictwa, że żadne obietnice nie padają. Oczywiście, klient wolałby wiedzieć cokolwiek – dlatego też staram się podawać choć informacje o aktualnym stanie prac mojego zespołu i tym co się z tekstem dzieje później w wydawnictwie. Więcej zrobić niestety nie mogę.
Niestety w większością argumentów trafiasz jak kulą w płot. Jedynie trzeci i ostatni (który mnie trochę zdziwił) są racjonalne. Pozostałe nijak się mają do trudności z przekładem, a jedynie wynikają z tego, że ISA jest małym wydawnictwem.
Co do “nieodpowiedzialnej” postawy fanów to znowu jesteś w błędzie. Fani promują Świat Mroku. Nie mogą promować polskiej wersji, bo ona nie istnieje (no za wyjątkiem podstawki, której dodruku też nie widać). Co mają mówić ludziom, którzy chcą poznać wampira czy maga? Poczekajcie pół roku, no może rok to ISA wyda go po polsku? Chyba sam widzisz, że byłoby to żałosne. Mówią kupcie wersję angielską z amazona. Fani po prostu promują system.
Prosiłbym o nieco grzeczniejszy ton. Rozmawiamy wszak o przekładzie Świata Mroku na rynek polski, prawda? Podaję faktyczne powody tego, że tak długo to trwa. Owszem, rozmiar ISA, albo też nakładów finansowych jakie ISA jest skłonna przeznaczyć na przekład i promocję WoDu PL, są jednym z powodów.
Postawa tych fanów jest nieodpowiedzialna zaś dlatego, że zmniejsza docelowy fanbase w kraju. Jeśli wszyscy będą mieli tylko angielskie podręczniki, albo przynajmniej w większości, to ludzie z różnych przyczyn (przykładowo w ogóle nie znający dobrze innych języków, bo są np. za młodzi, albo znający po prostu inne niż angielski) nawet tego Świata Mroku nie powąchają, bo nie będą w stanie przebić się przez dodatki i nie pograją sobie z bardziej zaawansowanymi w wiedzy kolegami.
Jeśli zaś fanbase się skurczy do ludzi bazujących na angielskich podach, wsparcie dla polskiej edycji się skończy i linia umrze. Umiera wtedy jednak również w publicystyce i aktywności fanowskiej. Widać to było doskonale po śmierci polskich linii starego Świata Mroku.
Otwarte nawoływanie do “bojkotu” polskiej edycji i kupowania angielskich podów to proszenie się o powtórkę z tego samego mechanizmu który zadziałał lata temu, piłowanie publicystycznej gałęzi na której samemu się siedzi i wyświadczanie niedźwiedziej przysługi wszystkim, którzy poznać Świat Mroku chcą lub mogą (względy językowe, brak dostępu do karty VISA, etc.) wyłącznie po polsku.
Drugim czynnikiem jest z pewnością fakt, iż przekład prowadzony jest siłą rzeczy (o czego przyczynach już kiedyś mówiłem szerzej) przez ludzi niekoniecznie mogących poświęcić mu 100% swej dyspozycyjności. Zazwyczaj są to studenci, osoby mające jeszcze dorywczą pracę, etc. – polskich wydawnictw nie stać niestety na etaty i płace pozwalające stać się tłumaczem w pełni zawodowym, “full-time”.
Wydawnictwo takie jak ISA nie dysponuje zapewne funduszami odpowiednimi do pełnej profesjonalizacji przekładu podręczników.
ja bym się tak tym nie chwalił…
Zaraz, to niby ktoś sobie nie zdawał sprawy z tego, że żadne z polskich wydawnictw erpegowych nie zatrudnia tłumaczy na etat, tylko zleca na umowę o dzieło, zazwyczaj fanom? Dla kogokolwiek jest to nowa wiedza i zaskoczenie? oO’
Tak przy okazji, nawet PDFowy SAS do Innocents się opóźnił, względem premiery podręcznika, o dwa tygodnie ( http://www.white-wolf.com/index.php?line=news&articleid=933 ).
Zaskoczeniem dla mnie jest pisanie takich tekstów wprost i to w dodatku przez pracownika wydawnictwa.
Całe Twoje (Kastor) wytłumaczenie opóźnień towrzy następujący obraz – ISA jest firmą z kłopotami finansowymi, dlatego tnie koszta jak może, ale cierpi na tym jakość produktu.
gervaz, nie wiem skąd wyciągasz takie wnioski, czytaj proszę ze zrozumieniem. Po pierwsze nie jestem pracownikiem wydawnictwa, tylko osobą najmowaną do konkretnych projektów, mówiłem o tym przecież nie raz, także powyżej. Po drugie zaś, nigdzie nie mówię że ISA ma kłopoty finansowe. Mówię co najwyżej, że ISA nie jest w moim odczuciu bardzo bogatym wydawnictwem (nie znam takiego wydawnictwa RPG na polskim rynku), ani też nie szasta jakoś pieniędzmi na sprawy z WoDem związane. Nikt zresztą nie pompuje forsy w polski rynek RPG, nie dotyczy to wyłącznie ISA. Nie siedzę wydawnictwu w kieszeni i nie zorientowałbym się raczej w jego stanie finansowym, może poza sytuacjami ekstremalnymi.
Argumenty Kastora są tylko częściowo dobre niestety większość rzeczy o których pisze jak skład czy pisanie podręcznika przez wiele osób to przecież norma w każdym wydawnictwie kilka osób pisze jeden podręcznik i później się to skleja do kupy.
To co mnie bardziej martwi to to, że ISA mając przetłumaczony, poprawiony, złożony i zatwierdzony podręcznik główny zwleka z dodrukiem. To, że mając przetłumaczone Oczyma Duszy słuch o nim zaginął. I na koniec czy widzieliście plan podręczników w WW oni wydają minimum 1 a często 2 lub 3 podręczniki na miesiąc co oznacza, że robią to jakieś 30 razy szybciej niż ISA je tłumaczy. Nie martwi mnie to, że wy potrzebujecie na przetłumaczenie podręcznika nawet pół roku czy rok bo to rozumiem, tylko martwi to, że ISA potrzebuje dokładnie tyle samo czasu na złożenie go i wydanie, co trochę dziwi bo nawet taki Portal, na którego wszyscy klną o wolne wydawanie podręczników wydaje więcej w skali roku do Neuroshimy niż ISA do nWoda.
Kastor – jesteś pracownikiem, zapewne zatrudnionym na umowę o dzieło lub umowę zlecenie. Oprócz zatrudnienia w pełnym wymiarze istneją inne formy prawne świadczenia stosunku pracy.
No i podajesz następujący komunikat: wydawnictwa nie stać na profesjonalnych tłumaczy, robią to fani z doskoku. Wiem że to prawda, ale nie stawia ona wydawnictwa w dobrym świetle. Lepiej już chyba ją przemilczeć
Przemilczenie prawdy to głupota. Pytasz czemu ISA wydaje tak jak wydaje Kastor odpowiada bo nie ma kasy na co ty odpowiadasz trzeba było nie odpowiadać wcale. To, że ISA nie ma kasy na tłumacza to, nie jest tajemnica bo żadne polskie wydawnictwo RPG na to nie ma kasy więc to raczej normalne.
Nie Kastorze. Rozmawiamy o tym czy adaptacja jest bardziej “obsuwogenna” niż pisanie podręczników. Większość argumentów, które przytoczyłeś (jeden, dwa i cztery) ma się do tego nijak. Ale może wytłumaczę wszystko dokładniej żeby nie było nieporozumień.
1. Ponieważ mówimy tutaj tylko o stylistyce to ja nie widzę najmniejszej różnicy między “ujednolicaniem” tłumaczenia, a tekstu pisanego od zera. Poza tym o ile pamięć mnie nie myli to podawałeś ostatnio, że nad przekładem Wampira pracuje obecnie dwóch tłumaczy.
2. Struktura zatrudnienia i sytuacja finansowa ISY to problem wydawnictwa, a nie procesu translacji.
4. Wykonywanie składu przez podmioty trzecie również wynika ze struktury samej ISY i nie ma nic wspólnego z samym przekładem.
W przypadku punktu trzeciego (proofreading) muszę uwierzyć Ci na słowo, bo nigdy się czymś takim nie zajmowałem. Wątpię jednak, by ten etap był w przypadku adaptacji podręcznika dużo dłuższy niż podczas jego tworzenia. Punkt piąty jest jedynym punktem przez który faktycznie przechodzi tylko podręcznik, który jest tłumaczony. Jednak nie bierzesz pod wcale pod uwagę, że podczas tworzenia dochodzi jeszcze dodatkowo współpraca z projektantami szaty graficznej (która odpada podczas adaptacji) oraz korekta merytoryczna, która sprawdza czy podręcznik jest spójny z linią wydawniczą (o to podczas przekładu nie trzeba się już martwić). Ergo wcale mnie nie przekonałeś, że proces tłumaczenia jest bardziej “obsuwogenny” niż proces tworzenia.
Swoją drogą zatrudnianie studentów, czy kogokolwiek innego, na pół etatu jest słabym wytłumaczeniem tempa przekładu. Jeśli reszta tłumaczy jest zatrudniona tak samo jak Ty czyli umowa (podejrzewam, że) o dzieło to wystarczy, żeby ona zawierała punkt mówiący do kiedy tłumaczenie ma być zakończone. Jeśli tłumacz nie wyrobiłby się w tym terminie to wydawnictwo miałoby pełne prawo niewypłacić mu ani grosza i co więcej obciążyć go kosztami przetłumaczenia tekstu przez innego translatora.
Co do postawy fanów to Kastorze ja muszę Ci uświadomić jedną rzecz z której jak mi się wydaje nie zdajesz sobie sprawy. Nie można jest mówić o bojkocie polskiej edycji, bo w chwili obecnej coś takiego jak polska edycja NIE ISTNIEJE. Po raz kolejny się pytam do czego ma nawoływać owe osoby opiniotwórcze? Z tego co widzę to nawołują do zapoznania się z systemem jedyną aktualnie dostępną drogą – kupno angielskich podów.
Feniks -> weźmy taki przykład z życia wzięty: w większości placówek służby zdrowia lekarze i pielęgniarki nie myją rąk po badaniu i zabiegu. Jest to swego rodzaju norma. Ale bez sensu jest o tym trąbić. To właśnie miałem na myśli.
Nie rozumiem gervaz dlaczego utożsamiasz karygodne niedbalstwo i brak profesjonalizmu (narażanie zdrowia i życia pacjentów przez własne lenistwo) ze słabością i mikrością polskiego rynku RPG, w który nie opłaca się najwidoczniej pompować kasy.
Analogią byłoby, gdybyś powiedział, że szpitale nie mają na mydło dla lekarzy, czy coś w tym rodzaju. Nie wiem dokładnie jaka jest kondycja finansowa ISA – przypuszczam że nie siedzą na workach pieniędzy. Wydają jednak mnóstwo rzeczy, handlują nimi, więc biedy też nie klepią. Nakłady na WoD wydzielane są jednak bardzo ostrożnie i specjalnie się nie dziwię. Jest to przedsięwzięcie ryzykowne.
Porównania z twoim przykładem nie ma jednak żadnego.
Tampir jak rozumiem twoje argumenty to ogólnie sprowadzają się do tego, że ISA nie ma kasy na to by wydawać w tempie WW ale ty masz to gdzieś i zupełnie cię to nie obchodzi.
No cóż nie ważne jak będziesz narzekał i nawoływał ISie nagle nie przybędzie kasy, tym samym nie wyda nic szybciej. Więc jeżeli głównym powodem wolnego wydawania są skromne fundusze to cóż nie pozostaje nam nic innego jak czekać cierpliwie bo nie wynika to z niedbalstwa tylko jest fizycznie nie możliwe do przeskoczenia.
Ogólnie widzę, że nie ważne jakie argumenty by tu padły część ludzi przyszła sobie tylko pokrzyczeć i ponarzekać.
Oczywiście wydanie z opóźnieniem nieprofesjonalnie przetłumaczonego podręcznika do rpg to występek dużo mniejszej rangi niż zakażenie kogoś żółtaczką.
Nie chodziło mi o to, że to to samo… Chciałem zwrócić tylko uwagę na niefortunną politykę informacyjną: pracownik firmy publikuje na stronie objętej patronatem firmy informacje stawiające firmę w niekorzystnym świetle.
To zadzwoń do ISA na skargę a nie trój nam głowy skoro sam na ISA narzekasz.
Proszę, gervaz. Trzeba by naprawdę nic nie wiedzieć o polskim rynku wydawniczym, żeby sądzić że jakieś polskie wydawnicta koszą z RPGów koszmarną kasę i równie koszmarną kasę w nie ładują. Widziałeś rozbuchane kampanie reklamowe nowo wydawanych erpegów? Jakieś w ogóle większe, poza prawie-bezkosztowo-internetowo-pantoflowymi?
To nie jest rynek na którym operują przebogate firmy, to nie jest bogaty rynek. To nie jest też rynek na którym zatrudnienie znajdują przysięgli tłumacze pięciu języków i kulturoznawcze grupy redakcji merytorycznej. Tu się tnie koszty.
Albo odgrywasz zaskoczenie, albo rzeczywiście nie zdajesz sobie sprawy z tego jaka jest sytuacja polskich wydawnictw zajmujących się RPG. W znacznej większości wydawanie RPG to projekty na skraju opłacalności, może właśnie poza największymi (i zarazem najdroższymi) licencjami – D&D, WoD, L5R, WFRP. Ktoś wydaje coś z Zachodu, poza tytułami-gigantami? Pomyśl, dlaczego? Wydawnictwa poważnie zastanawiają się nad niewydawaniem znaczących części wykupionej licencji (np. ISA i Promethean)? Pomyśl, dlaczego?
Naprawdę zaskoczeniem dla kogokolwiek jest stwierdzenie “polskie wydawnictwa RPG raczej nie mają przesadnie dużo kasy i tną koszty jak mogą”? Raczej tylko dla nielicznych niezorientowanych.
Zdaję sobie sprawę, z tego, że warunki działalności wydawnictw RPG są właśnie takie jak piszesz (jedyne, co mnie dziwi, to umieszczenie L5R na liście opłacalnych gigantów…). Taka jest specyfika branży – i myślę że nie tylko tej jednej. Tylko po co to podkreślać??? Żeby się usprawiedliwiać? Firma działa nieprofesjonalnie, bo tak działa cała branża???
Firma działa nieprofesjonalnie, bo tak działa cała branża???
Nie rozumiesz problemu tu raczej chodzi o to, że firma działa nieprofesjonalnie, bo jej nie stać na profesjonalne działanie.
Ogólnie to stary powiedz mi o co ci chodzi bo ja już sam nie wiem pytasz czemu ISA nie działa profesjonalnie dostajesz odpowiedź i później jesteś jeszcze oburzony, że ktoś miał czelność ci prawde powiedzieć.
nie pytałem się, dlaczego firma nie działa profesjonalnie (mój nick to gervaz a nie tempir). Razie mnie po prostu kolejny przykład nieprofsjonalizmu jakim jest polityka informacyjna wydawnictwa. Być może ktoś z szefostwa to czyta i coś zmien…
Feniksie źle rozumiesz. Ja ustosunkowałem się tylko do wypowiedzi Kastora:
[quote]Wydaje mi się, że w przypadku wydawnictw bazujących na przekładzie i adaptacji, a nie “pracy własnej”, paradoksalnie więcej jest czynników “obsuwogennych”. W związku z tym, między innymi, mało które wydawnictwo decyduje się na taki krok.[/quote]
Ja sobie zdaję sprawę, że ISA nie należy do najbogatszych wydawnictw, ale lubię gdy się nazywa sprawy po imieniu. Gdyby Kastor napisał, że opóźnienia wynikają z kondycji finansowej lub przemilczał temat to bym się nie czepiał. Nie lubię jednak gdy ktoś stara się mydilć oczy trudnościami procesu przekładu, a potem nie potrafi do tego przekonać nawet takiego laika jak ja.
Zdaję sobię sprawę, że od narzekania kogokolwiek ISie nie przybędzie pieniędzy, jednak nie rozumiem zachowania tego wydawnictwa. Stać je było na wykupienie licencji i wydanie bardzo tanio podręcznika podstawowego. A teraz nagle co się niby stało? Podręcznik podstawowy rozchodzi się, z tego co pisał Kastor o przedsprzedarzy i z tego co widzę na półkach w empikach, całkiem nieźle. Rynek chce więcej podręczników, a ISA nie wydaje kolejnych, bo nie ma kasy?! Jak dla mnie coś tu jest dziwnego w tym całym procesie. Jestem w stanie zrozumieć, że tempo publikowania podręczników nie będzie takie jak w WW, ale Oczyma Duszy i podstawka po korekcie już od kilku miesięcy podobno leżą gotowe do druku. Moim zdaniem “ktoś” tu albo kompletnie zlewa wydawanie polskiej edycji świata mroku, albo z jakichś nie znanych mi powodów celowo ją opóźnia. Ponieważ żadnych rozsądnych argumentów nie jestem w stanie wymyśleć czemu takie opóźnienie miałoby służyć to skłaniam się do tego, że edycja jest olewana (czego też nie do końca rozumiem, bo ISA w końcu za licencję zapłaciła), a ja (i chyba nie tylko ja) jako klient nie lubię być olewany. Dlatego narzekam i chyba nie powiesz mi, że jest to zrzędzenie bez powodu. Gdyby ISA wywiązywała się z zadania, którego się podjęła to pewnie w tej chwili myślałbym nad przygodą do wampira, a nie pisał ten post.